czwartek, 19 czerwca 2014

Mapa Marzeń na liście najlepszych blogów autostopowych w sieci!

Mam przyjemność poinformować Was, że Mapa Marzeń znalazła się na liście najlepszych blogów autostopowych w sieci! To dla mnie wielkie zaskoczenie i przede wszystkim zaszczyt! Zakładając bloga myślałam tylko o spisywaniu swoich przygód, miał być czymś w rodzaju pamiętnika, a tu, ku mojemu zdziwieniu, zaczęła czytać go coraz większa ilość osób. Cieszę się, że mogę być inspiracją dla wielu i z tego, co udaje mi się podsłuchać, że dzięki Mapie Marzeń i moim przygodom zaczynacie autostopować! To dla mnie największe wyróżnienie.


Ja znów dopiero wróciłam z trasy! Tym razem robiłam objazdówkę po Polsce, o której już niebawem będziecie mogli przeczytać na blogu. Tymczasem zapraszam do poczytania o moich wcześniejszych przygodach. Wszystkie posty, przypięte są do głównego menu i w każdej chwili można do nich szybko się dostać (: A tutaj mała przypominajka:


I EUROTRIP: (Portugal)

01

02

03

04

05

06

07

08

09


II EUROTRIP: (Austria)

01

02

03


LOCAL TRAVELS:

01

02

03

04

05

06

07



A teraz życzcie mi szerokiej drogi i do następnego!

czwartek, 5 czerwca 2014

Niedźwiedź, Koziołki i rosyjskie rytmy

Proszę Państwa to jest Miś. Miś jest bardzo grzeczny dziś... To chyba nie ta bajka... W mojej jest Niedźwiedź a rozrabia niemal jak jakiś Grizzly (: Wraz z Niedźwiedziem, szerzej znanym jako Paweł, postanowiliśmy odwiedzić Koziołki (:
W sobotę około godziny 15 stanęliśmy na wylotówce z Piły w stronę Poznania. Zaraz zatrzymał się chłopak oferujący podwózkę do Ujścia. Wsiadamy! Wgramoliliśmy się na tylne siedzenie i zmęczeni zaczęliśmy standardową pogawędkę. Wysadził nas na tym samym przystanku, na którym złapałam kilka tygodni wcześniej pana od przewozu krwi (PATRZ: Ex navicula navis*, czyli autostopowa wyprawa do centralnej Polski). Uraczeni nutką disco-polo w poprzednim wozie, uradowani i rozśpiewani kontynuowaliśmy łapanie stopa w rytmie "szalonej rudej" (: Kilka minut później zabrała nas dziewczyna, ktora też kiedyś podróżowała w taki sposób. Krótka wymiana doświadczeń i tak oto wylądowaliśmy w Chodzieży. Tak właściwie: na wlocie do Chodzieży. Trochę kiepsko, no ale nic. Łapiemy dalej. Po chwili, ku naszemu zdziwieniu, zatrzymał się czarny mercedes. Daleko z panem kierowcą biznesmenem nie dojechaliśmy, ale wysadził nas na wylocie z miasta.
Wszystko fajnie, pięknie, tylko... Spędziliśmy tam aż 40 minut. Jeszcze bardziej rozśpiewani, troszeczke mniej rozentuzjazmowani i jeszcze bardziej przeklinający kierowców machaliśmy kciukami i wcinaliśmy ciastka. W końcu! Podwózka do Obornik! Jak w Chodzieży spędziliśmy dużo czasu, tak tu złapaliśmy stopa momentalnie i to do samego Poznania. Pani była bardzo dziwna. Roztrzepana i gadatliwa. Trochę jak ja... Nieważne. Skupmy się na czymś śmieszniejszym, mianowicie na napisach, które przyklejone były tuż obok skrzyni biegów. Automatycznej skrzyni biegów. Jak widać, nauczenie się skrótów P, R, N, D sprawia wielkie problemy i należy nabazgrać dlugopisem wielkie i czytelne "PRZÓD" i "TYŁ". Nie mogłam się oprzeć - musiałam to uwiecznić na zdjęciu (: Dotarcie do stolicy wielkopolski zajęło nam dwie godziny (:



W nocy dostaliśmy się do Piły busem, w którym zasnęliśmy momentalnie. Nazajutrz o godzinie 11 wyruszyliśmy znowu, tym razem obierając azymut na Kołobrzeg. Do Czaplinka mieliśmy ułatwione zadanie, mianowicie podwoził nas... mój tata. Tam staliśmy około 20 minut, po czym zatrzymało się dwóch młodych chłopaków. Z nimi dostaliśmy się do Połczyna Zdroju. Było baaardzo wesoło, bo ruskie rytmy towarzyszyły nam przez całą drogę (: Jeden z nich nawet chyba miał korzenie z Kazachstanu, jednak bardzo nie ogarnęłam tego tematu i głowy uciąć nie dam. Wiem jednak, że bardzo dobrze mówił po rosyjsku. W Połczynie odwiedziliśmy sklep i zaznaliśmy smaku dzieciństwa, mianowicie kupiliśmy oranżadę w butelce. Stwierdziliśmy, że będziemy łapać stopa idąc wzdłuż drogi, bo nie widzieliśmy w pobliżu żadnego dobrego miejsca. Po drodze wygłupy, sesja ze słupkiem, który znaleźliśmy na poboczu, śpiewanie największych hitów i oczywiście sporadyczne wystawianie kciuka (: W końcu po około 5 kilometrach spaceru zatrzymała się para z dzieckiem. Podwózka aż do Białogardu. Super! Mina nam troszkę zrzędła jak ruszyliśmy. Trzymając się kurczowo za ręce wymienialiśmy przerażone spojrzenia. Nie wiem jak Pawłowi, ale mi calutkie zycie przeleciało przed oczami. Gościu nie dość, że miał małe dziecko z tyłu (oczywiście bez fotelika, no bo po co), to pruł około 190km/h (przy ograniczeniu do 90), wyprzedzał na trzeciego na podwójnej ciągłej i w dodatku bawił się telefonem... Nawet nie wiecie jak mi ulżyło, kiedy wysiedliśmy cali i zdrowi. W Białogardzie zatrzymywali nam się jeden za drugim, jednak nie opłacało nam się wsiadać na 5 kilometrów. W końcu jest! Stop do Kołobrzegu. Pan kierowca też miał lekki problem z ciężką noga, jednak nie aż taki jak poprzedni wariat. W Kołobrzegu znaleźliśmy się równo o godzinie 14 (:



Z Kołobrzegu też wracałam autostopem, jednak sama. Najchętniej posiedziałabym tam znacznie dłużej, jednak trzeba pomieszkać trochę w domu, a to ostatnio dość kiepsko mi wychodzi. To był bardzo dobry dzień na łapanie stopa. O godzinie 11:40 wystawiłam łapkę z zamiarem pojawienia się w domu na obiad. Nie przeliczyłam się. Pierwszy stop prosto do Białogardu, a nawet kawałek za. Wprawdzie wcześniej zatrzymały się już 2 samochody, ale nie wsiadałam, z racji tego, że byłaby to podwózka tylko do 10 kilometrów, co kompletnie nie było w moim interesie. "Ale Ty jesteś wybredna Grochowska..." - pomyślałam. Ale bardzo dobrze, że nie wsiadłam wcześniej bo trafiłam na przecudowną osobę. Przegadaliśmy z panem kierowcą całą drogę. Chciałoby się jechać razem dalej, ale cóż, czas wysiadać.
Kolejnego stopa łapałam w idealnym miejscu. Zatoczka, przystanek autobusowy, a przede mną... fotoradar. Chociaż raz się na coś przydał, bo kierowcy zwalniali i mieli więcej czasu na ocenę, czy chcą mnie zabrać czy nie. I znów odmówiłam chyba trzem, aż w końcu znalazł się złoty strzał! Panowie jadący do Wrocławia, oczywiście przez Piłę. Szybko wskoczyłam, przywitałam się, ale oni, nawet nie zwracając na mnie uwagi kontynuowali rozmowę. Biznesmeni? Naukowcy? Chemicy? Nie wiem. Słyszałam w kółko coś o elektrolizach... Tak w ciszy przejechałam ponad 130 kilometrów. W między czasie tak strasznie zachciało mi się spać... Ale nie. Przecież nie mogłam zasnąć. Nagle przypomniałam sobie o książce, którą miałam w plecaku. Tak oto uratował mnie Przemek Skokowski z jego nowym dzieckiem - "Autostopem przez życie". W Pile panowie wyrzucili mnie na obwodnicy rzucając suche "do widzenia". Z obwodnicy do domu daleko. Co teraz? Przeszłam przez pole na szagę i idąc w stronę centrum łapałam dalej. Zabrała mnie przemiła pani, która wprawdzie nie dowiozła mnie do centrum, ale zawsze to podrzuciła kawałek dalej. Stamtąd do domu dostałam się piechotą. Tak oto udało mi się pokonać tę trasę w 2,5 godziny. Dobry wynik, bardzo dobry (:


środa, 28 maja 2014

Przygotowanie do wyprawy


Zainspirowana waszymi pochlebnymi wypowiedziami na temat mojego bloga postanowiłam napisać coś więcej o przygotowaniach do wyprawy. Dostawałam wiele wiadomości od Was z pytaniami "co?", "gdzie?", "jak?", "za ile?" i każdemu z osobna praktycznie odpisywałam to samo. W dodatku zbliżają się wakacje, a to chyba najbardziej odpowiedni czas na sklecenie kilku słów na ten temat (:


Skoro to czytasz, to prawdopodobnie w Twojej głowie zrodziła się już piękna wizja błękitnego morza, grzejącego w plecy słoneczka, wolności i beztroski, jaka panuje podczas podróżowania autostopem. Super! Chęci już są, więc skupmy się nad częścią troszkę gorszą, mianowicie realizacją.



Od czego zacząć?

No tak, to chyba podstawowe pytanie. Na początek najlepiej od małego rachunku sumienia. Autostop to nie rewia mody. Plecak to nie lekka ozdoba. Namiot to nie 5-gwiazdkowy hotel. Jeśli jesteś osobą, która nadto ceni sobie wygody, to już na tym etapie możesz pożegnać się z pomysłem. Noce w namiocie nie należą z reguły do najbardziej komfortowych, a prysznic zazwyczaj ogranicza się do szybkiej higieny w zlewie na stacji benzynowej. Bardzo ważne jest też psychiczne nastawienie do całej sprawy. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie czy jestem gotowy i faktycznie na tyle spontaniczny, żeby nie mieć problemów z życiem z dnia na dzień. Autostop to jedna wielka niewiadoma. Budzisz się rano i nie masz pojęcia, gdzie spędzisz kolejną noc. Dla niektórych to podniecający przypływ adrenaliny, dla drugich totalny koszmar.



Ekwipunek

No dobrze. Po dokonanym rachunku sumienia i przekonaniu się, że faktycznie jesteśmy w stanie podołać zadaniu (albo i nie), należy skompletować ekwipunek. Gdzieś trzeba te wszystkie graty trzymać, więc oczywiste jest, że najważniejszą rzeczą jest plecak. Jaki wybrać? To już zależy tylko i wyłącznie od naszych preferencji. Duży, mały, szeroki, wąski, szary, niebieski, w kratkę, w kwiatki, w groszki, w misie, w ptysie, w patysie, w bułki, w pszczółki, czy też w karaluszki*. Każdy plecak turystyczny powyżej 30 litrów posiada specyficzną budowę. Składa się z komory głównej, klapy z kieszeniami, stelaża oraz systemu nośnego. Chyba najważniejszym elementem jest ten ostatni, do którego zaliczamy oprócz odpowiednio wyprofilowanej części plecowej, także szelki, pas biodrowy i pas piersiowy. Polecam zaopatrzyć się w plecak ze schowanym stelażem wewnątrz, pod systemem nośnym. Stelaż zewnętrzny ma mnóstwo wad, a noszenie takiego plecaka jest niewygodne i uciążliwe ponieważ metalowe rurki uwierają i uciskają plecy. Ważne, żeby nie był zbyt wielki i miał dużo bocznych kieszonek. To wiele ułatwia (: Ja zdecydowalam się w zeszłym roku na 65-litrowy, który spisał się w 100%. Więcej informacji o nim TUTAJ. Oczywiście nie polecam kupować przez internet. Plecak należy przymierzyć (już odpowiednio obciążony) i sprawdzić, czy jest wygodny. To bardzo ważne, zwłaszcza, że przez większość wyprawy nosi się go na plecach. Nie raz trzeba przejść całe miasto na piechotę w poszukiwaniu wylotówki, czy też odpowiedniego miejsca do łapania stopa. Wtedy rodzi się wściekłość na samego siebie o każdą niepotrzebną rzecz w plecaku. Dlatego właśnie tak ważne jest przemyślenie tego w domu.



Pakowanie

Plecak już mamy. Czas się spakować. Oczywiście należy zapomnieć o setkach koszulek, spodenek oraz butów (zwracam się głównie do pań i tych osób, które na każdym zdjęciu muszą mieć inny strój). Pamiętajmy! Im więcej zapakujemy, tym więcej będziemy musieli dźwigać na własnych plecach. No chyba, że załatwimy sobie jakiegoś tragarza (: Jeśli jedziemy w ciepłe rejony, 4 koszulki, 2 pary spodni i 2 pary butów w zupełności wystarczą. No i kurtka, żeby pogoda nas nie zaskoczyła. Jeśli chodzi o buty, polecam wziąć sandały oraz trampki/adidasy. W razie deszczu najlepiej założyć sandały. Stopę można wytrzeć, a sandały wyschną szybciej niż zabudowane buty. Najpotrzebniejsze rzeczy? Oczywiście namiot i śpiwór. Najlepiej najlżejsze jakie można dostać na rynku. Można się bez nich obejść, jeśli mamy załatwionego jakiegoś hosta (patrz: post o CouchSurfingu), czy też miejsce do spania. Z reguły jednak warto je mieć ze sobą, bo nigdy nie wiemy, co nas może na trasie spotkać. Kubek, latarka, sznurek, ręcznik, sztućce, scyzoryk, igła z nitką... To banały. Bardzo potrzebne banały, o których najczęściej się zapomina. Jak można sobie poradzić bez dziesiątej pary spodni, tak bez latarki już jest mały problem. A i scyzoryk potrzebny jest niemalże zawsze. Bardzo przydają się również husteczki nawilżane, zwłaszcza, jeśli jest się taką sierotą jak ja. Klejące rece, resztki obiadu na bluzce, brudny but... Bardzo ułatwiają życie. Warto zaopatrzyć się też w blok techniczny oraz marker. Kartonik można dostać w jakimkolwiek sklepie, jednak kiedy znajdziemy się na pustkowiu, fajnie mieć ze sobą jakieś wyjście awaryjne. Nie jest to ciężka rzecz i zawsze ją można schować w plecaku, bo zajmuje mało miejsca. Nie należy też zapomnieć o mapie Europy czy też regionu, który zamierzamy odwiedzić. W zasadzie mapa, na której są wyszczególnione numery dróg, wjazdy/zjazdy z autostrad oraz takie punkty jak stacja benzynowa czy też schronisko, jest dobrą mapą. Co z jedzeniem? Szczerze mówiąc nic. Nie ma co dźwigać nie wiadomo jakiej ilości jedzenia. Zawsze można kupić coś na stacji benzynowej, a i kierowcy są zazwyczaj bardzo życzliwi. Na wszelki wypadek można wziąć ze sobą kilka zupek błyskawicznych i konserw. Pamiętajmy też o obronie własnej - gaz pieprzowy i apteczce. Wiele osób bagatelizuje potencjalne ryzyko, ale bazując na własnym doświadczeniu mogę powiedzieć, że te dwie rzeczy mogą nam się bardzo przydać. Bandaż elastyczny i zwykły, gumowe rękawiczki, plastry, plastry na odciski, gaziki ze środkiem odkażającym, środki przeciwbiegunkowe i przeciwwymiotne, gaza jałowa, tabletki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe oraz multiwitaminy.




Trasa

Należy pamiętać o wcześniejszym wstępnym naszkicowaniu trasy, o ile mamy w ogóle cel swojej podróży. Wstępnym, ponieważ tak czy siak nie przewidzimy dokładnie którędy będziemy jechać. Wszystko zależy od kierowców. Warto jednak trzymać się blisko wcześniejszych założeń, przeanalizować drogi i miasta. Planując trasę należy pamiętać o tym, aby przebiegała przez jak najmniej dużych miast, ponieważ wydostanie się z nich jest najgorszym koszmarem. Warto też zorientować się, którędy jeżdżą samochody ciężarowe. Kierowcy często wybierają okrężną trasę, żeby ominąć opłaty drogowe.



Ubezpieczenie

Przed wyjazdem warto zaopatrzyć się w kartę EKUZ - Europejską Kartę Ubezpieczeń Zdrowotnych. W krajach Unii Europejskiej, w przypadku, kiedy stanie Ci się krzywda, zostanie Ci udzielona pomoc na koszt NFZ. Karta ta jest bezpłatna. Można uzyskać ją w najbliższej placówce NFZ lub wypelniając formularz online.




Co z dokumentami?

Warto jest zrobić kserokopię oraz skany wszystkich dokumentów i trzymać je w miejscu innym niż portfel. Skany można wysłać na swój adres mailowy, żeby w razie nieprzyjemnych sytuacji mieć do nich dostęp. Co jeśli mamy tendencję do gubienia różnych rzeczy, portfela zwłaszcza? Zważając na moje wieczne roztrzepanie stwierdziłam, że nie mogę w podróż zabrać portfela. Wykopałam z szuflady starą, małą saszetkę i doszyłam do niej napy. Przez cały czas, niemalże 24 godziny na dobę, miałam ją przypiętą do stanika. Prawie jej nie czulam, a dokumenty były bezpieczne. Nie wpadłam jeszcze na pomysł alternatywnej wersji dla panów. Może autostopowicze się wypowiedzą? (:






Post pisany na podstawie własnych doświadczeń. Powstała również nowa zakładka w menu "Tips" i to właśnie tam znajdą się wszelkie porady. Teraz, skoro już wiecie, jak przygotować się do wyprawy pozostaje tylko wyjść na drogę, wystawić kciuk i oddać się w ręce losu!



* Tak cytując skecz Cezarego Pazury, co na co dzień zdarza mi się bardzo często (: